EE

Ochrona wizyjna – pełna informacja i gwarancja efektu

Blog SGU

Lider to nie etat, PDF czy Power Point

CEO jako praca to nie tylko stanowisko, ale także poświęcenie i zaangażowanie. To historia o budowaniu firmy opartej na zasadach kodeksu SGU, gdzie zaufanie, autonomia liderów, i prawdziwe zaangażowanie są kluczowe. Praca CEO to nie tylko czas pracy, ale również oddanie życia w służbie swoim ludziom.

Spis treści
1. CEO jako praca to bzdura

Historia prawdziwa, niedziela rano, padła wizja. Miejscowość – Września (około 363 km w jedną stronę). Zatrudniam około 50 osób. W imię zasad… „wspólnie walczymy o cel i robimy wszystko, żeby osiągnąć i ugruntować markę życia i pracy według zasad kodeksu SGU”.

Tyle jeśli chodzi o ideę a dalej fakty. Sytuacja skończyła się tak, że spakowałem akumulatory, woltomierz i ruszyłem w drogę. Życie, czasem taka rola dowódcy. Za organizację pracy i dyżurów, rekrutację i motywację ludzi do działania odpowiadam ja. I trochę jest tak, że skoro firma moja i coś nie do końca się poukłada to ciężko dzwonić i oczekiwać, że pracownik wstanie i ruszy w drogę zostawiając rodzinę. Patrząc na to z tego punktu widzenia, wybór był prosty – poświęcenie czasu z rodziną jest po mojej stronie. 

Jasno komunikuje zasady i mówię wprost czego szukam…, ale nie mogę nikogo zmusić, żeby SGU znaczyło dla niego tyle, co dla mnie. Dla mnie to życie, dla sporej części ludzi tylko etat. Praca, którą w każdej chwili mogą zmienić i oczekiwanie, że będzie inaczej to strata czasu i trochę NEVERLAND czekanie na to, by było inaczej.

Prawdę mówiąc każdy pracownik ma rodzinę i prywatne życie a praca dla kogoś w tym przypadku SGU nie może być sposobem na życie. Taka osoba pracuje, by żyć a nie żyje by pracować.  Rozumiem to naprawdę i sam mam cel i deadline oraz plany na później po osiągnięciu celu.

Nie mam prawa nikogo do niczego zmuszać, ale mam pełne prawo decydować z kim chcę współpracować i przebywać. Ludzi, którzy niczego nie wnoszą nie ma sensu namawiać czy motywować. Każdy ma określony poziom motywacji, tylko kluczem jest do czego jest zmotywowany bardziej? Do pracy czy do unikania pracy?   Czas mam jeden, żadna stracona godzina do mnie nie wróci.

Z tego powodu jakiś czas temu zawiesiłem na drzwiach mojego gabinetu kartkę:

„Przed zapukaniem zastanów się, czy jest to konieczne, czy może możesz rozwiązać sprawę samodzielnie i tylko poinformować mnie o efektach. Jeśli nie – przygotuj 3 rozwiązania dla każdego wyzwania, z którym chcesz wejść po poradę i pomoc. Jestem zawsze do dyspozycji dla kreatywnych rozwiązań. Szanujmy nasz czas, bo tylko jeden czas mamy”

Sprawdza się 😊Pukają dwa razy mniej 😊

Ten sposób bardzo dobrze weryfikuje zaangażowanie oraz kreatywne myślenie moich Liderów. Są trochę jak PORUCZNICY w jednostce wojskowej, mówiąc tak w przenośni. Mają wystarczająco autonomii by podejmować decyzje operacyjne żeby  SGU funkcjonowało płynnie. Jednocześnie mając kompetencje i tak łatwiej podrzucić temat Szefowi, by zdecydował. W ten sposób, mimo wynagrodzeń Liderów nie zawsze trzeba brać odpowiedzialność i pozornie „żyje się łatwiej”. Z tego powodu, świadomie wycofuje się z bycia dostępnym „zawsze i wszędzie”.  Już czas na jazdę na rowerze samodzielnie w zakresie swojego podwórka.

2. Czas pracy? Jakiej pracy? PDF czy Power Point to nie Lider.

Mimo tego, że mam ustalone kwartalne, dłuższe #offline, i (w teorii 😊chwilowo niestety) #offlline każde czwartki to zdecydowanie czasami nie potrafię się „wyłączyć”, jak już mi się uda to i tak pierwsze co robię po powrocie to sprawdzenie (…) set wiadomości na grupach operacyjnych WhatsApp.

Mój charakter, moja determinacja i próby prowadzenia za rękę moich Liderów (jak tatuś… ) zdecydowanie są wąskim gardłem firmy. Cudownie być niezastąpionym – miłe jest uczucie bycia potrzebnym i poczucie, że coś budujesz. Jeśli trwa za długo prowadzi to tego, że jako LIDER rujnujesz.  Ciężko mi było się z tym pogodzić, ale dzięki potężnej wiedzy pobieranej przez lata z Coraz Lepsza Firma oraz trwającym co poniedziałek konsultacjom z Piotr Skopowski (mentor) dojrzałem do faktu bycia problemem i wąskim gardłem firmy i pracuję aktywnie nad „usunięciem siebie z działań operacyjnych” – ładnie to brzmi a to nic innego jak nie przeszkadzanie dobrym ludziom w pracy oraz trochę papierkowej roboty związanej z Checklistami i procedurami. To cały sekret bycia niepotrzebnym pod warunkiem, iż faktycznie posiadasz właściwych PORUCZNIKÓW wokół siebie.

Mam naprawdę dobry, fajny, zgrany zespół liderów, jednak, kiedy przychodzi do „pożaru w weekend” dalej często jestem sam… narasta we mnie ta tęsknota. Do zasad okrągłego stołu i kompanii braci. Z drugiej strony nie umiem prosić o pomoc…  i chyba dobrze, bo to motywacja. Ten stracony weekend pozwolił ułożyć kolejny system wspomagania operacji – czyli faktyczne płatne dyżury (każdy technik ma taki weekend co 8 tygodni) i wtedy wie, że musi być dostępny STAND BY – nie pijemy na weekend piwek i drineczków. Po prostu mamy weekend i czekamy, czy telefon zadzwoni. Jak zadzwoni to „służba nie drużba…”. Jak nie zadzwoni to jesteśmy zdrowsi, bo nie truliśmy się alkoholem i byliśmy dostępni dla rodziny. 

I tak właśnie, z jednej strony nieograniczony czas pracy a z drugiej – faktyczne zaangażowanie oraz ponoszenie realnych strat we własnym życiu motywuje do zmian w tym co robimy. Po prostu ten wyjazd był jak „dobrze dobity gwóźdź w d…ę. On już tam był tylko tak jakoś mało bolał i praktycznie było to do wytrzymania”. Dopiero namacalna strata czasu z synem przez zasady, które wyznaje (brak wizji nie mógł poczekać do poniedziałku … – bo to jest służba bezpieczeństwu pracy i biznesu i mam umowę z Klientem, że jak nie widzę to i tak odpowiadam) doprowadziła do faktycznej zmiany. 

Nie była to prezentacja PDF czy opracowanie w POWER POINT na 50 stron, przedstawione kolorowo na spotkaniu w firmie (które kosztuje nie mniej niż 10 tyś zł – bo w tym czasie Liderzy nie pracują w swoich departamentach, tylko słuchają, kiwają głowami i ziewając grzebią w telefonie oraz czują, że nie czują tych zmian a jedynym spełnionym Gościem w sali jest osoba, która wierzy w PDF, że to droga zmian 😊).

Niestety, zmiany muszą zabijać stare nawyki a to faktycznie wymaga bólu działania w terenie a nie w teorii. 

Patrząc na wdrażanie zmian z tego poziomu widzę, że sieć (Linkedin w szczególności) jest pełna, złotych porad jak być Liderem, mnóstwo siedzących bezpiecznie od 8 do 16 „trenerów biznesu i dowodzenia” z przekonaniem tłumaczy infografiki oraz przekonuje, by kupować ich kursy, które tak ochoczo złożyli w power poincie. Tylko gdzie, realne zastosowanie, gdzie poświecenie czy faktyczna ciężka praca, gdzie poniesienie ryzyka jak się nie uda czy danie gwarancji, że taki trener faktycznie wdroży zmiany i weźmie odpowiedzialność. 

Odpowiedź jest prosta – nigdzie. Taki papierowy trener czy Lider zwyczajnie, żeruje i się ślizga po danej firmie.

Niestety przerobiłem, już kilku takich Liderów wyższego szczebla, którzy poproszeni, by pojechali „ teren” czy „podjęli rękawicę do pracy” – nic innego jak słynna gemba walk. Zwyczajnie nie unieśli. Ich ego bycia Liderem nie pozwoliło zrozumieć fizycznego aspektu procesu, który próbowali usprawnić.

Reasumując PDF to nie życie i taki Lider nie zdobędzie zaufania swoich Ludzi, jak nie pokaże, że może dwa razy ciężej pracować i służyć swoim Ludziom, bo to jest kluczowa praca Lidera – SŁUŻBA SWOIM LUDZIOM.

3. Porucznicy SGU

Dla kilku ludzi SGU znaczy praktycznie blisko tyle co dla mnie, a wspólna wizja i misja jest w dużym stopniu ich życiem. Doceniam i wiem, że na tych „fundamentach” kiedyś to wszystko stanie.

Fakt, że jeszcze czasem stoję ich głowami to w większości przypadków to już końcowe szlify ich kompetencji. Uważam, że daliby radę, gdyby zostali sami. Rozumiem to i dlatego ze spokojną głową, po kilku odbytych rozmowach na zasadzie „co by było, gdyby” pojechałem ostatnio służbowo na Ukrainę. Niby wojna jednak Ludzie w części zachodniej żyją normalnie co nie zmienia faktu, iż kraj jest w stanie wojny.

Czy się bałem? O siebie – niekoniecznie. Głupio zabrzmi, jednak ryzyko w dużej części mojego życia to jest mój motywator do działania. Bardziej o rodzinę i firmę. Byłem zaniepokojony.

Jestem pewien, że Maja (żona 😊) dowodziłaby wzorowo z w firmie, ale co z tego, skoro zostałaby sama. Planowanie na czasy, gdy Mnie zabraknie to jedna ze strategii oraz potrzeba by faktycznie firma istniała po tym, jak „zostanę rentierem” lub Mnie zabraknie. 

Dlatego zawisła tabliczka na drzwiach, by Porucznicy SGU mogli „korzystać z dostępu do braku strefy komfortu” i się rozwijać podejmując decyzje operacyjne.

Takie podejście naprawdę zmienia problemy w wyzwania, a gdy widzimy „szklankę do połowy pełną” dużo łatwiej o kreatywne rozwiązania.

Najnowsze wpisy

Ochrona w praktyce: Wnioski z badań rynkowych

ISO 45001 – co musisz wiedzieć?

Doba po ataku: Ewakuacja

Optimus Elona Muska i GPT: Nowi Bogowie czy partnerzy w pracy?

Pracuj więcej niż Ci płacą… chyba, że jest poniedziałek

Pracuj więcej niż Ci za to płacą…